Już myślałam, że ten post nigdy nie powstanie… Minęła gorączka sobotnich nocy, mamy teraz wolne głowy, aby pomyśleć o rozwiązaniach, których w tym momencie poszukujemy. Wyrzuciłam z głowy zbędne, różne bieżące i organizacyjne sprawy, i wyruszam w drogę. Wyjeżdżamy w pierwszą ważną dla nas podróż… na wieś. To zaledwie kilka kilometrów, ale czuję, że łapię oddech. Miasto, z którego pochodzimy będzie dla nas wieczną bazą, do której i tak, ciągle będziemy wracać, mamy tu przyjaciół, rodzinę i ulubione miejsca na spacer. Nie da się z nich zrezygnować.

Remontować mieszkanie można całą wieczność. Można też nie mieć czasu w nim posprzątać po remoncie, zrobić podstawowych zakupów, ani skręcić jednej małej szafy do pokoju dziecięcego. Tyle rzeczy ciążyło nam na głowach, ale jesteśmy na ostatniej prostej. Okazało się, że złote monety mają taką samą moc sprawczą jak złota różdżka, dzięki czemu w mieszkaniu panuje niesamowity błysk.

Po ostatnich przygodach z firmą usługowo – zaopatrzeniową, z którą przyszło nam współpracować, postanowiłam nie pisać o naszym mieszkaniu. Po pierwsze dlatego, że działo się w nim niewiele, a po drugie musiałabym pisać bardzo smutne rzeczy… np. o braku profesjonalizmu i tak zwanym wciskaniu kitu, które przyczyniły się do opóźnienia przeprowadzki. Nie udało się to w lipcu, jak bardzo chcieliśmy a później utknęliśmy w maratonie weselno-eventowym, w towarzystwie dwójki małych szkrabów. I tak z ciężkim sercem podjęłam decyzję, że przeprowadzka znów musi czekać.

W końcu jednak nadszedł ten dzień, w którym pakujemy bieżące rzeczy…

12345

Autor
Skomentuj

Your email address will not be published. Required fields are marked *

Wyczyść formularzWyślij