Niezależnie od mnogości inspiracji w współczesnych wnętrzach najbardziej pożądanymi są nadal te, które obrazują elegancki styl życia nowoczesnej kobiety – niezależnej, silnej i pełnej unikalnych cech. Zgodzisz się ze mną?

Gdzie w tym wszystkim jest codzienność?

„„Domowość” nie oznacza nieskazitelności. Gdyby tak było, wszyscy mieszkalibyśmy w bezosobowych wnętrzach żywcem wziętych z pism architektonicznych. Tym, czego brak w tych nienagannie czystych pokojach, jest jakiś ślad ludzkiej obecności. Mimo artystycznie porozstawianych wazonów i starannie ułożonych książek o sztuce, nie widać, żeby ktoś tu kiedyś mieszkał. Te wnętrza fascynują mnie i zarazem odpychają.

Czy ludzie mogą naprawdę gdzieś żyć, nie robiąc bałaganu? Jak udaje im się nie porozrzucać niedzielnych gazet po całym salonie? Jak sobie radzą bez pasty do zębów czy resztek mydła w łazience?”

Witold Rybczyński

Mój dom wypełnia mnóstwo osobistych pamiątek i przedmiotów związanych z rodziną oraz pracą zawodową. Ulubione ilustracje, własne próby twórcze, porozrzucane klocki i kartony z przesyłkami. Jeszcze ciuchy, ciuchy są wszędzie podobnie jak książki.

W naszym domowym biurze, czyli miejscu o licznych, acz nie prywatnych przeznaczeniach (kiedyś takie pomieszczenie nazywano„zaciszem” – piękne, ale nieprawdziwe, późnej nieco trafniej: „pracownią”) centralne miejsce zajmuje tablica magnetyczna z numerami telefonów, notatkami, kalendarzem zarezerwowanych terminów i rysunkami: dzieci, moimi, a nawet Gosi Herby. Szary sweter leży na fotelu, buty rowerowe i bidon gdzieś pod nim. Moje biurko jest małe, trochę upaćkane przez lata twórczych pomysłów. Czuję się zawstydzona kiedy bazgrzę jakieś niechlujne rysunki na kawałku taniego papieru. Na biurku poza wieloma notesami i książkami, mam kubek Malwiny Konopackiej wypełniony kredkami (stoi tu, bo bałam się, że gdy będę go używać, to się stłucze) i drugi metalowy kupiony, nie wiedzieć czemu na Kasprowym Wierchu. Natomiast stojąca obok skrzynka drewniana z IKEI mieści wszystkie moje pozostałe narzędzia: dłuto, nożyki, farby, pędzle, kleje i zszywacz w kształcie myszy – tak, myszy! Też mnie to dziwi, nigdy go nie użyłam, kupiłam w jakieś sieciówce za grosze.

Siedzę w biurowym fotelu, wielkim, ale stosunkowo wygodnym. Zdarzyło mi się już tu zasnąć kilkukrotnie. Fotel jest na kółkach, więc mogę sobie nim jeździć i sięgać stare czasopisma, przycisk na drukarce czy inne przedmioty walające się w szafie naprzeciwko. Wszystko potrzebne jest pod ręką, jak w każdym dobrze urządzonym warsztacie pracy, czy kabinie pilota samolotu.

Salon po dwóch latach użytkowania przyjął formę, która jest zadowalająca (nie mówię ostateczna). Stół stanął pod oknem, przy świetle. I to jakim świetle. Stół to podstawa, wschodni dywan i pozłacane dodatki… brzmi luksusowo, ale nie, zdecydowanie nie to bije w oczy. Sofa jest skierowana w stronę pustej ściany, gdzie w większości mieszkań powinien zawisnąć telewizor. U nas go nie ma co sprawia, że niektórzy z naszych gości czują się zakłopotani brakiem punktu, w który mogą uciec wzrokiem.

Tu nie czyni się wielkich różnic między użytkowaniem codziennym, a ceremonią. Codzienne śniadania nabierają ceremonialnych form, a spotkania rodzinne są częścią zwykłego życia.

W kuchni zawsze się coś lepi, coś leży na podłodze. Znajomy pies nigdy nie wychodzi stąd głodny. Umeblowanie jest proste, drewniane krzesła, od razu widać, że nie są wygodne. Brak frędzli i brokatu. Kiedyś wydawało mi się, że kuchnia jest centrum, ale odkąd gotowanie nie jest moją pasją , nie mam w niej kredensu z drogocenną bielizną stołową, porcelaną i srebrem zmieniałam zdanie. Kuchnia straciła dla mnie swoją ważność, świadomie zrzuciłam z siebie tę dość istotną pozycję w gospodarstwie domowym. Mam nadzieję, że nie jest to pierwszy krok do degradacji tego na co kobiety pracowały przez lata.

Już w XVIII wieku nauczyliśmy się, że są dwa główne założenia, które prowadzą nas do komfortu: domowość i prywatność. Wtedy gospodarstwo domowe zmieniło się zarówno fizycznie, jak i emocjonalnie. Przestało być warsztatem pracy, stało się mniejsze i trudniej dostępne dla obcych. Stały się siedzibą rodziny. Ta cecha naszych domów zaistniała w związku z rozwojem wewnętrznej świadomości kobiet i całą rolą jaką przyjęła kobieta w domu.

Dla wielu z nas DOM oznacza budynek, ale też wszystko, co jest w nim i dookoła niego, jak również ludzie, a także poczucie satysfakcji i zadowolenia z tego, co to słowo niesie. Aby mówić o domowości trzeba by opisać całą gamę przeżywanych uczuć.

Zmierzam do tego, że życie nie jest Instagramem. Dzisiaj startują ferie, a ja obiecałam sobie luz i cierpliwość. Obiecałam sobie wyrzucić z głowy te wszystkie idealne obrazki z magazynów i nie frustrować się chaosem. Przede mną jeszcze ponad 11 miesięcy które da mi czas na zrobienie wszystkiego i na nierobienie też.

Autor
Skomentuj

Your email address will not be published. Required fields are marked *

Wyczyść formularzWyślij