Ferie są ekstra. Dwa tygodnie laby! Ale nie, żebym od razu zesztywniała. Wraz ze swoją wesołą ferajną zwojowaliśmy trochę okolicy, co spowodowało opad szczęk nie tylko tych najmłodszych. Jestem wypompowana intelektualną energią. To zdecydowanie nie były bezwolne i nieruchome dni. Wykorzystałam ten czas w 100 %. Bez napięcia spróbowałam wszystkiego na co brakowało mi czasu jeszcze miesiąc temu. I mam przeczucie, że to będzie dobry rok, pełen egoizmu!

Bo czego nam trzeba najbardziej w starciu z – esencjonalnymi dla tego momentu – przemyśleniami post-noworocznymi? Minęła 1/12 kolejnego roku, minęliśmy blue monday, w zasadzie trochę spraw nas ostatnio pokonało… Więc jeśli nie poniosło Cię przy sylwestrowym rachunku sumienia, a słowo początek nie dało Ci podejrzanego luzu do zmiany siebie w kogoś, kim nie jesteś… To tylko odwagi, wszystko się uda!

Przez ostatnie dwa tygodnie byłam w domu tak rzadko, że nie zirytował mnie nawet styropianowy śnieg w salonie, który urządziły sobie dzieciaki w ramach śnieżnych ferii. Okazuje się, że droga do spełnienia i wyczilowania jest niezwykle prosta i niewyboista, wystarczy zachować równowagę! Dbać o swój komfort równie mocno. I rozplanować czas na wszystko, czego Wam potrzeba.

Przygotowałam na ferie coś w rodzaju kalendarza adwentowego. Każdego dnia otwieraliśmy nową karteczkę z atrakcjami, było mnóstwo gier planszowych, tona przeczytanych książek, łyżwy, nasz ukochany Wrocław i nawet załapaliśmy się na sanki (dzięki Pani Zimo!).

Był spektakl „Żabka” w Teatrze Animacji, o tym jak żabka z przyjaciółmi pokonuje trudności i mierzy się z życiowymi dylematami. Tych kilka krótkich historii z ważnym przesłaniem było adaptacją książek ilustrowanych Maxa Velthuijsa, jednego z najwybitniejszych autorów i ilustratorów książek dla dzieci na świecie. Przecudnie zobrazowane. Moje oko zostało uradowane rekwizytami pełnymi koloru.

Był też STÓŁ – CIUCHCIA – MIŚ, kolejny spektakl tym razem Teatru Atofri – mój ulubiony teatr dla najmłodszych. Zachwycił także dzieciaki, którym głośny śmiech towarzyszył przez całość przedstawiania. Żywe kolory, świetny pomysł i jak zwykle doskonała dbałość o widzów. Spektakl tak zainspirował moich najmniejszych, że postanowili sami namalować elementy scenografii w domu i „kombinować” z nimi jak aktorzy.

Wieczorami było też coś dla dorosłych.

Krakowiacy i górale w Teatrze Polskim, czyli klasyka w nowoczesnej formie. W Zamku zaśpiewał Pablopavo i Ludziki, a w dwa poprzedzające koncert wieczory przeczytałam „Mikrotyki” Pawła Sołtysa, aby w erze Spotify na koncert nie iść z pustymi rękoma. Netflix również był moim partnerem, szczególnie nocami udało mi się zobaczyć ROMĘ i cały sezon Stranger Things, a na koniec Stand up Show na MTP i tu również się nie zawiodłam, bo było dokładnie tak jak się tego spodziewałam, czyli przez większość wydarzenia byłam zażenowana, a pozostałe 20 minut śmiałam się do rozpuku.

Pytacie jak to zrobiłam w 14 dni.. nie wiem, bo między tym było jeszcze kilka spotkań i odwiedziny w kilku fajnych miejscach, o których jeszcze usłyszycie. Będzie o dawnej fabryce ołówków 😉 i Ucieraniu treści oraz o Próżności i całkiem nowej dla mnie formie rozrywki.

Autor
Skomentuj

Your email address will not be published. Required fields are marked *

Wyczyść formularzWyślij