Burza mózgów: czasem najmniejszy przedmiot potrafi wywołać prawdziwą lawinę.

Pisałam już, że nasze wnętrze będzie kompromisem. Między moimi artystycznymi upodobaniami, a skandynawską prostotą i funkcjonalnością B. Między tym o czym marzę, a tym na co pozwala zarządzany przez niego portfel.

Konflikt wywołała u nas kreska i rozmieszczenie. Nie rozmieszczenie w pomieszczeniach, a na kartce. Nie mebli a tekstu… Na ulotce. Sprawa oczywiście była pilna, potrzebny był projekt ulotki na targi ślubne, na już…! Mała U zasnęła, a my pełna mobilizacja. Szło dobrze. Dobór zdjęć i tekstów nie był tu problemem, ale pedantyczne uwielbienie geometrii przez B. doprowadziło mnie do szału. Wszystko musiało być równe jak w podręczniku, tekst wyjustowany. Zdjęcia od linijki. Kreska pod kreską. Moje pomysły zakładały zaburzenie tej pedantycznie uporządkowanej treści, a to oznaczało koniec współpracy.

Skończyliśmy ulotkę o 2:00 w nocy.

Może jest i ładna, ale nie taką sobie wyobrażałam. B. pewnie też nieco inaczej. Co mi po takim kompromisie 😉 Targi za parę dni.

Myśląc o aranżacji mieszkania, nie można pominąć najdrobniejszych szczegółów. Ja już wybiegam w przyszłość i planuje każdą drobnostkę. Mimo, że jesteśmy na etapie stawiania ścian, podwieszania sufitów i rozmieszczania lamp, trzeba było zdecydować o wyborze stołu i sprzętów do kuchni. Nie sądziłam, że wybór przedmiotów, które będą otaczały nas na co dzień będzie łatwiejszy od przygotowania projektu ulotki.

Na razie zachowuję zdrowy rozsądek, więc decyzje zapadają w tempie błyskawicy. Kuchnie wybraliśmy w 30 minut. Akceptacja wstępnego projektu narysowanego na ścianie, szybkie przewertowanie wzornika z fakturą frontów i równie szybka decyzja. Stolarz był zszokowany.

Szkoda, że na efekt trzeba czekać milion lat.

OLYMPUS DIGITAL CAMERA

OLYMPUS DIGITAL CAMERA

Autor
Skomentuj

Your email address will not be published. Required fields are marked *

Wyczyść formularzWyślij