Nasze życie nabrało zaskakującego tempa, które zaczyna nas troszkę męczyć. Nie dosypiamy. Trochę marudzimy, bo oczywiście dajemy ze wszystkim radę, czasem na małej spinie, ale to raczej kwestia zawodowego perfekcjonizmu. Już tuż, tuż… Zbliża się nasz jedyny wolny weekend w sezonie ślubnym 2016 i tak, chcielibyśmy zwolnić! Tym samym, aby w sierpniu nie paść na twarze z przepracowania już zaplanowaliśmy zbyt wiele na ten „wolny tydzień”. Potrzebujemy troszkę pobudzić wewnętrzne siły organizmu i  czuję, że przeprowadzka na wieś to dobry start… Brakuje nam jeszcze sporo do komfortowego życia, i troszkę mniej do przeżycia, więc zżera mnie obawa, że… nie zdążymy! Widzę to tak: cokolwiek by się nie działo, jakkolwiek pusto by nie było… przenosimy się celebrować każdy dzień we własnym kącie. W końcu minimalizm jest w modzie.

Wiem, że jeden weekend bez ślubu ciężko nazwać urlopem, ale mam ochotę skupić się na własnych myślach. Marzy mi się kojący zmysły koncert na misy i gongi tybetańskie lub ćwiczenia runiczne… nie, nie, nie, za bardzo popłynęłam! Widok z okna wystarczy na początek, jako czasospowalniacz… jest wieś, jest słońce, brakuje czegoś do picia i poduszki pod tyłek, ale załatwię to na urlop. A Wam dam posmakować trochę dobrego dizajnu. Zaplanuję jakiś cykl, uruchomię motywację, będzie więcej wpisów i nowinek. A co tam… Obiecuję!

 

Autor
Skomentuj

Your email address will not be published. Required fields are marked *

Wyczyść formularzWyślij